Wyznania mówcy.

Spraw by ludzie Cię słuchali.
Confessions of a Public Speaker
Autor: Scott Berkun

To naj­lep­sza książ­ka o wystą­pie­niach publicz­nych jaka kie­dy­kol­wiek zosta­ła wyda­na. Pozycja obo­wiąz­ko­wa dla każ­de­go, kto się tym zaj­mu­je. Wspaniałe, kon­kret­ne pora­dy i oso­bi­ste opo­wie­ści.

To wspa­nia­ły spo­sób na życie, otrzy­my­wa­nie pie­nię­dzy za myśle­nie, ucze­nie się i wymia­nę pomy­słów.

Moim celem jest spraw­dze­nie, jak dłu­go będę w sta­nie pro­wa­dzić nie­za­leż­ne życie wyłącz­nie dzię­ki temu, co piszę i co mówię.

Jeśli kocha się idee, mówie­nie i pisa­nie to natu­ral­ne kon­se­kwen­cje. Znamy histo­rie wiel­kich myśli­cie­li, ponie­waż prze­ma­wia­li albo pisa­li.

Mam nadzie­ję, że pew­ne­go dnia będę wiel­kim myśli­cie­lem i wiem, że dopro­wa­dzi mnie tam prze­ma­wia­nie i pisa­nie.

Wyrażanie idei jest czę­sto jedy­nym spo­so­bem na zro­zu­mie­nie, czym one są, i dowie­dze­nia się, co tak napraw­dę myśli­my.

Wyrażanie się pozwa­la na naukę dzię­ki kry­ty­ce innych, a ja cie­szę się, że wysze­dłem na głup­ca, jeśli w zamian nauczę się cze­goś, cze­go nie nauczył­bym się w żaden inny spo­sób. Fascynuje mnie wie­le pomy­słów z prze­róż­nych dzie­dzin i chciał­bym pisać i mówić o każ­dym z nich. Jestem sza­le­nie wdzięcz­ny, że mogę utrzy­my­wać się z tego, że jestem prze­kaź­ni­kiem idei. Mam nadzie­ję, że będę w sta­nie robić to przez resz­tę moje­go życia.


Wystąpienia publicz­ne to for­ma wyra­ża­nia sie­bie. Trzeba w tym uwzględ­nić temat, a wybór tema­tu okre­śla nas lepiej niż fak­tycz­na mowa. Ja jed­nak mówię o tych rze­czach, o któ­rych piszę, to zna­czy w sumie o wszyst­kim. Nazywanie mnie myśli­cie­lem – wol­nym strzel­cem (bez wzglę­du na to, jak próż­ne może się to wyda­wać) jest bar­dzo traf­ne.

Gdy ma miej­sce jakaś kata­stro­fa, coś wybu­cha albo poty­kam się i upa­dam, uzy­sku­ję od słu­cha­czy więk­szą uwa­gę niż mia­łem 30 sekund temu. I jeśli nie dbam zbyt­nio o moją kata­stro­fę mogę wyko­rzy­stać przy­cią­gnię­tą w ten spo­sób uwa­gę i zro­bić z nią coś dobre­go – cokol­wiek powiem zaraz po niej, publicz­ność z pew­no­ścią zapa­mię­ta.

Jeśli chce­my być w czymś dobrzy, pierw­szą rze­czą, któ­ra powin­na się ulot­nić, jest kon­cep­cja per­fek­cji.

Obsesja na punk­cie per­fek­cji powstrzy­mu­je nasz roz­wój. Przestajemy podej­mo­wać ryzy­ko, co ozna­cza, że prze­sta­je­my się uczyć. Nie chcę być ide­al­ny. Chce być przy­dat­ny.

Pozwolono mi mówić przez 10 minut, a ponie­waż prze­cięt­nie wypo­wia­da­my 2-3 sło­wa na sekun­dę, potrzeb­ne nam jest zale­d­wie 1 500 słów mate­ria­łów (600 sekund x 2.5 sło­wa na sekun­dę).

Rzeczy, na punk­cie któ­rych mów­cy mają obse­sje to zupeł­ne prze­ci­wień­stwo tego, na czym zale­ży publicz­no­ści. Oni chcą, by ich zaba­wiać. Chcą się uczyć. I przede wszyst­kim, chcą by poszło nam dobrze.

Błędy, któ­re popeł­nia­my, zanim jesz­cze wypo­wie­my jakieś sło­wo, a któ­re mają duże zna­cze­nie. To mię­dzy inny­mi…
* brak inte­re­su­ją­cej opi­nii,
* nie­ja­sne myśle­nie o swo­im prze­sła­niu,
* nie pla­no­wa­nie spo­so­bów na uświa­do­mie­nie tego prze­sła­nia publicz­no­ści.
To błę­dy, któ­re mają zna­cze­nie. Jeśli potra­fi­my usta­lić, jak je napra­wić, nic wię­cej nie ma zna­cze­nia.

Strach sku­pia uwa­gę. Wszystkie faj­ne, inte­re­su­ją­ce rze­czy w życiu nio­są ze sobą oba­wy.

Wszystkie dobre rze­czy nio­są ze sobą moż­li­wość poraż­ki.

Ćwiczenie: stań przy biur­ku, wyobraź sobie publicz­ność wokół sie­bie i prze­ma­wiaj dokład­nie tak, jak­by to było napraw­dę.

Jednak nie ćwicz po to, by być mistrzem, i nie ucz się na pamięć. Gdybym zro­bił jed­no lub dru­gie, brzmiał­bym jak robot albo, co gor­sza, jak oso­ba, któ­ra bar­dzo moc­no pró­bu­je powie­dzieć coś w dokład­nym, okre­ślo­nym, cał­ko­wi­cie nie­na­tu­ral­nym sty­lu, któ­ry da się wyczuć na kilo­metr. Mam zamiar po pro­stu znać moje mate­ria­ły na tyle dobrze, by bar­dzo dobrze się z nimi czuć. Celem jest pew­ność sie­bie, nie per­fek­cja.

Czy mogę spra­wić, że to zadzia­ła, jeśli spró­bu­ję ponow­nie?
Czy ten lub poprzed­ni slajd potrze­bu­je zmian?
Czy foto­gra­fia i histo­ria mogły­by zastą­pić ten cały tekst?
Czy ist­nie­je lep­sze wpro­wa­dze­nie z poprzed­nie­go punk­tu do tego?
Czy stan rze­czy się popra­wi, jeśli po pro­stu zupeł­nie wyrzu­cę ten punkt/slajd/pomysł?
Powtarzam ten pro­ces dopó­ki nie przej­dę przez całą mowę, nie popeł­nia­jąc więk­szych błę­dów.

Chcę, żeby moje cia­ło było tak zre­lak­so­wa­ne, jak to tyl­ko moż­li­we i spa­lam spo­ro ener­gii fizycz­nej wcze­śniej w cią­gu dnia. Zawsze idę na siłow­nię ran­kiem w dniu prze­mó­wie­nia z zamia­rem uwol­nie­nia dodat­ko­wej, ner­wo­wej ener­gii, zanim wej­dę na sce­nę.

Dla celów pry­wat­nych – powiedz­my, gdy Google lub Ferrari orga­ni­zu­je dla swo­ich pra­cow­ni­ków corocz­ne wyda­rze­nie – ile jest wart mów­ca, któ­ry spra­wił­by, że pra­cow­ni­cy sta­li­by się nie­co mądrzej­si, lep­si lub bar­dziej zmo­ty­wo­wa­ni, gdy powró­cą do pra­cy?

Idealnym pomiesz­cze­niem na wykład jest teatr.

Zapytajmy ludzi, czy nie jest im zbyt zim­no lub zbyt gorą­co, a póź­niej popro­śmy orga­ni­za­to­rów przez mikro­fon, by coś z tym zro­bi­li (nawet, jeśli nie mogą nic z tym zro­bić, war­to być jedy­nym mów­cą, któ­ry przej­mu­je się tym, jak czu­je się publicz­ność).

Wysłuchajmy poprzed­nie­go mów­cy. Czasem w poprzed­nim prze­mó­wie­niu usły­szy­my żart lub komen­tarz, któ­ry może­my pod­chwy­cić, albo któ­re­go może­my chcieć unik­nąć, wie­dząc, że był wyko­rzy­sta­ny wcze­śniej.

Paranoja gene­ru­je ude­rza­ją­co duże praw­do­po­do­bień­stwo, że stwo­rzy­my to, cze­go się oba­wia­my, a to pod­trzy­mu­jąc para­no­ję.

Jeśli chcę, by publicz­ność dobrze się bawi­ła, to sam muszę się dobre bawić. Jeśli chcę, by się śmia­li, sam muszę się śmiać. Jednak muszę to zro­bić w taki spo­sób, by mogli nawią­zać ze mną kon­takt, co jest trud­ne do wyko­na­nia. Pijany toast na wese­lu jest czę­sto świet­ną zaba­wą dla wyko­nu­ją­ce­go go, ale dla wszyst­kich innych jest żało­sny. Jednak wspa­nia­li mów­cy potra­fią nawią­zy­wać kon­takt, dzie­ląc się auten­tycz­ną czę­ścią samych sie­bie, by stwo­rzyć wyjąt­ko­we, pozy­tyw­ne doświad­cze­nie dla publicz­no­ści.

Nigdy nie twier­dzi­łem, że mam nowy pomysł. Zajmuję się oczy­wi­sto­ścia­mi. Prezentuję, powta­rzam i glo­ry­fi­ku­ję oczy­wi­sto­ści – ponie­waż oczy­wi­sto­ści to coś, co trze­ba ludziom powie­dzieć.
Największą potrze­bą ludzi jest wie­dza na temat tego, jak obcho­dzić się z inny­mi; powin­no im to przy­cho­dzić natu­ral­nie, ale tak nie jest. – (Dale Carnegie)

Problemem więk­szo­ści złych pre­zen­ta­cji, któ­re widu­je, nie jest prze­ma­wia­nie, slaj­dy, wygląd czy jaka­kol­wiek z rze­czy, na punk­cie któ­rych ludzie mają obse­sje. Jest nim nato­miast brak myśle­nia.

Wszystkie dobre wystą­pie­nia publicz­ne opie­ra­ją się na dobrym myśle­niu.

Przekształćmy wstęp­ny zestaw pomy­słów w jasne punk­ty.

Gdy pla­nu­je­my swo­je prze­mó­wie­nie, zacznij­my od speł­nie­nia poniż­szych warun­ków. Ludzie przy­cho­dzą, ponie­waż:
Chcą się cze­goś nauczyć.
Chcą być zain­spi­ro­wa­ni.
Mają nadzie­ję, że ich zaba­wi­my.
Mają potrze­by, któ­re chcą, byśmy zaspo­ko­ili.
Pragną poznać ludzi, któ­rzy też są zain­te­re­so­wa­ni tema­tem.
Szukają pozy­tyw­nych doświad­czeń, któ­ry­mi mogą podzie­lić się z inny­mi.
Są zmu­sze­ni, by tam być, przez swo­ich sze­fów, rodzi­ców, wykła­dow­ców lub współ­mał­żon­ków.

Gdy 100 ludzi słu­cha nas przez godzi­nę, daje to 100 godzin cza­su ludzi, któ­ry ludzie poświę­ca­ją temu, co mamy do powie­dze­nia. Jeśli nie może­my spę­dzić 5 do 10 godzin na przy­go­to­wa­niach, ulep­sza­jąc swój prze­kaz tak, by jak naj­le­piej dopa­so­wać się do ich potrzeb, to co to mówi o naszym sza­cun­ku do cza­su publicz­no­ści.

TYTUŁ
W tytu­le zaj­mij­my sil­ne sta­no­wi­sko. Wszystkie prze­mó­wie­nia i pre­zen­ta­cje mają punkt widze­nia, a my powin­ni­śmy wie­dzieć jaki jest nasz.

Zacznijmy od moc­ne­go tytu­łu. Tytuły przy­cią­ga­ją bar­dzo nie­wie­le uwa­gi, jed­nak zawsze są to pierw­sze sło­wa na slaj­dach. I jeśli prze­ma­wia­my na spo­tka­niu lub kon­fe­ren­cji, od tego zale­ży to, czy ludzie będą chcie­li wybrać się na naszą pre­zen­ta­cję.

Jeśli zaty­tu­łu­ję ją „Kreatywność dla począt­ku­ją­cych” od razu ska­zu­ję się na poraż­kę. W jaki spo­sób miał­bym powie­dzieć wszyst­ko, co począt­ku­ją­cy musi wie­dzieć o kre­atyw­no­ści? I dla­cze­go publicz­ność mia­ła­by chcieć wie­dzieć wszyst­ko? To było­by nud­ne i zaję­ło­by wiecz­ność. Dobre wykła­dy nigdy nie są wszech­stron­ne, ponie­waż nie jest to wła­ści­wy for­mat.

Lepszym tytu­łem był­by „Jak być kre­atyw­nym wyko­nu­jąc nud­ną pra­cę” albo „Zielone jaja i burza mózgów: jak nauczyć się kre­atyw­no­ści czy­ta­jąc Dra Seussa”.

Ludzie napraw­dę chcą mieć wgląd. Chcą punk­tu widze­nia. Dobry mów­ca lub nauczy­ciel znaj­dzie je.

Możecie ścią­gnąć jaki­kol­wiek z poniż­szych tytu­łów, by zna­leźć się na naj­lep­szej dro­dze do moc­niej­szej pre­zen­ta­cji:
Pięć naj­częst­szych pro­ble­mów z _____ i jak je roz­wią­zać
Dlaczego _____
jest do kitu i co może­my z tym zro­bić
Najczęściej zada­wa­ne pyta­nia i genial­ne odpo­wie­dzi na temat
_____
Prawda o 
_____ i jak może nam to pomóc
Mądre skró­ty i spryt­ne sztucz­ki na temat
_____, któ­re zna­ją tyl­ko eks­per­ci
Pięć powo­dów, dzię­ki któ­rym wygra­cie dając mi
_____
Dlaczego _____ zmie­ni Wasze życie na zawsze, za dar­mo, już teraz


Myślmy uwa­ża­nie o naszej kon­kret­nej publicz­no­ści. Musimy wie­dzieć, dla­cze­go tam są, jakie są ich potrze­by, jaka jest ich wie­dza na dany temat, jakie są ulu­bio­ne teo­rie, w któ­re wie­rzą, i jak według nich zmie­ni się świat, gdy nasz wykład się skoń­czy.

Niech kon­kret­ne punk­ty będą tak zwię­złe, jak to tyl­ko moż­li­we.

Każdy punkt powi­nien zmie­ścić się w poje­dyn­czym, ści­słym, inte­re­su­ją­cym zda­niu. Argumenty mogą być dłu­gie, ale nikt nie powi­nien mieć wąt­pli­wo­ści co do tego, jakie jest nasze sta­no­wi­sko pod­czas gdy je argu­men­tu­je­my.

Jeśli jasno prze­my­ślę moje punk­ty, nawet jeśli zapo­mnę, na jakie kon­kret­ne spo­so­by mia­łem je przed­sta­wić, wciąż mogę przed­sta­wić je publicz­no­ści.
Jeśli jestem bie­gły w mojej dzie­dzi­nie, mogę zaofe­ro­wać aneg­do­ty w natu­ral­ny spo­sób.
W efek­cie, dzię­ki cięż­kiej pra­cy nad jasnym, sil­nym i dobrze uar­gu­men­to­wa­nym zary­sem, uda­ło mi się już zbu­do­wać trzy wer­sje prze­mo­wy:
1. Krótka pre­zen­ta­cja (tytuł)
2. Wersja pię­cio­mi­nu­to­wa (wypo­wie­dze­nie każ­de­go punk­tu i krót­kie pod­su­mo­wa­nie)
3. Pełna wer­sja (ze slaj­da­mi, fil­ma­mi i wszyst­kim, co wzmac­nia każ­dy z punk­tów)

Mark Twain, Winston Churchill i Franklin Roosevelt – oni wszy­scy wyko­rzy­sty­wa­li krót­ki zarys w posta­ci pię­ciu lub sze­ściu punk­tów – czę­sto zawie­ra­ją­cym tyl­ko kil­ka słów na każ­dy punkt – któ­re poma­ga­ły im przy­po­mnieć sobie godzin­ne prze­mó­wie­nia w trak­cie ich wygła­sza­nia.

Jeśli dosta­tecz­nie prze­my­śli­my wszyst­ko wcze­śniej, wszyst­ko cze­go potrze­bu­je nasz mózg to krót­ka lista, a więk­szość mowy zaj­mie się sama sobą.

Gdy milk­nie cała publicz­ność. Wszystkie roz­mo­wy i sze­le­sty usta­ją, i wszy­scy, w mniej wię­cej tym samym cza­sie zaczy­na­ją cze­kać na to, co ma się wyda­rzyć. Nazywa się to uci­sze­niem tłu­mu, ale tak napraw­dę jest to moment, w któ­rym tłum się two­rzy. 200 uni­ka­to­wych osób, z róż­ny­mi myśla­mi i pomy­sła­mi sta­je się teraz jed­ną jed­nost­ką, łącząc się po raz pierw­szy, by skie­ro­wać zjed­no­czo­ną uwa­gę na przed­nią część sali.
Dziwne jest to, że publicz­ność odda­je kon­tro­lę nie­zna­ne­mu. Nie widzie­li fil­mu wcze­śniej. Nie sły­sze­li wykła­du ani nie widzie­li sztu­ki. To akt sza­cun­ku i nadziei – i jest on nie­sa­mo­wi­ty.

Tylko kil­ka rze­czy na świe­cie może uci­szyć pomiesz­cze­nie peł­ne ludzi, a począ­tek wystą­pie­nia jest jed­ną z nich.
Ten wyjąt­ko­wy moment to jedy­ny czas, w któ­rym mam peł­ną uwa­gę całej publicz­no­ści.

To, jak dobrze mi pój­dzie na począt­ku zale­ży od tego, jak wyko­rzy­stam potę­gę tego momen­tu.
Jak utrzy­mam uwa­gę ludzi, gdy ten moment już minie?

Nigdy nie poświę­caj­my ponad 10 minut na poje­dyn­czy punkt.
Ukształtujmy cały wykład na pod­sta­wie kolej­no­ści punk­tów, któ­rych usły­sze­niem zain­te­re­so­wa­na jest publicz­ność.

Z zało­że­nia nie­rów­no roz­kła­da­my siły; mamy na przy­kład 100 sena­to­rów, 50 guber­na­to­rów i tyl­ko jed­ne­go pre­zy­den­ta, a ogrom wła­dzy każ­de­go z nich jest więk­szy niż repre­zen­to­wa­ne­go przez nich oby­wa­te­la. Nierówna dys­try­bu­cja sił jest nie­zbęd­na, do sku­tecz­ne­go wyko­ny­wa­nia zadań.

Przez więk­szość cza­su w histo­rii cywi­li­za­cji jedy­ny­mi publicz­ny­mi mów­ca­mi byli wodzo­wie, kró­lo­wie i fara­ono­wie. Jednak nie­wie­lu mów­ców wyko­rzy­sty­wa­ło olbrzy­mi poten­cjał tej wła­dzy. Większość mów­ców tak bar­dzo oba­wia się zro­bić coś nie­ty­po­we­go, że mar­nu­ją siłę, któ­rą publicz­ność chcia­ła­by, żeby wyko­rzy­sta­li.

Najłatwiejszym spo­so­bem wyko­rzy­sta­nia wła­dzy jest usta­le­nie tem­pa.

Mam na ten wykład 30 minut i muszę omó­wić pięć punk­tów. Poświęcę każ­de­mu z nich pięć minut, a pozo­sta­ły czas prze­zna­czę na pyta­nia.”
Wypowiedzenie tego zaj­mu­je jakieś 10 sekund, jed­nak za tę małą cenę wciąż posia­dam uwa­gę zgro­ma­dzo­nych, ponie­waż zna­ją plan.

Gdy już mamy uwa­gę wszyst­kich ludzi, krót­ko przed­staw­my im to, jak wszyst­ko się poto­czy.

Coś jest nie tak, gdy mija 60 sekund, a my wciąż nie prze­szli­śmy do pierw­sze­go punk­tu. Nie mar­nuj­my cza­su na prze­sta­wia­nie swo­je­go życio­ry­su czy opo­wia­da­nie histo­rii wstecz („naj­pierw prze­czy­ta­łem o bla bla w bla bla”). To ich nie obcho­dzi.

O pierw­szej minu­cie nale­ży myśleć jak o zwia­stu­nie fil­mo­wym: powin­na być peł­na dra­ma­ty­zmu, eks­cy­ta­cji i pod­kre­ślać, dla­cze­go ludzie powin­ni nadal słu­chać.

Najlepszym spo­so­bem na przy­cią­gnię­cie uwa­gi jest opo­wie­dze­nie histo­rii, któ­ra obcho­dzi publicz­ność. Wtedy mają dwa powo­dy do zain­te­re­so­wa­nia: sytu­ację i to, komu się ona przy­tra­fia.

Teraz coś o kodach podat­ko­wych.”
To po pro­stu nud­ny fakt, uno­szą­cy się gdzieś w prze­strze­ni, zachę­ca­ją­cy ludzi do skie­ro­wa­nia uwa­gi gdzie indziej. Zupełnie ina­czej jest, gdy powie­my:
„80% z osób na widow­ni jest zdez­o­rien­to­wa­nych pozy­cją 5. lub 6. for­mu­la­rza zwro­tów podat­ko­wych, co kosz­tu­je was 500$. Oto jak nie popeł­niać tego błę­du.”
Nawet, jeśli temat jest tak ogłu­pia­ją­co nud­ny jak for­mu­la­rze podat­ko­we, sta­je się on inte­re­su­ją­cy, jeśli mów­ca przej­mu­je się zarów­no pro­ble­mem, jak i ludź­mi, któ­rych on doty­ka.

Wpływ to funk­cja, któ­ra przy­ku­wa czy­jąś uwa­gę, łączy się z tym, co do tej pory uwa­ża­li za waż­ne i koja­rzy to uczu­cie z tym, co chce­my, by zoba­czy­li, zro­bi­li albo poczu­li. Łatwiej jest naj­pierw opo­wie­dzieć swo­ją histo­rię, potem nakre­ślić wokół niej koło znaczeń/połączeń, wyko­rzy­stu­jąc to, co zoba­czy­my i usły­szy­my w odpo­wie­dzi od słu­cha­czy.

Jeśli ludzie poświę­ca­ją nam godzi­nę swo­je­go cza­su na to, byśmy do nich mówi­li, ocze­ku­ją, że będzie­my pew­ni tego, co mówi­my i robi­my.

Jeśli będzie­my bawić się pilo­tem do lap­to­pa, nie będzie­my orien­to­wać się we wła­snych slaj­dach albo będzie­my prze­pra­szać za to, że nie przy­go­to­wa­li­śmy się lepiej do pre­zen­ta­cji, sta­nie się jasne, że nie jeste­śmy war­ci ich uwa­gi. Nie odgry­wa­my roli, jakiej ocze­ku­ją – pew­ne­go sie­bie, jasno wyra­ża­ją­ce­go się, zmo­ty­wo­wa­ne­go i być może zabaw­ne­go eks­per­ta w jakiejś dzie­dzi­nie.

Nie musi­my być ide­al­ni, ale musi­my grać swo­ją rolę. Innymi sło­wy, musi­my być więk­si niż jeste­śmy.
Mówmy gło­śniej, przyj­muj­my moc­niej­sze posta­wy i zacho­wuj­my się bar­dziej agre­syw­nie niż zacho­wy­wa­li­by­śmy się w nor­mal­nej roz­mo­wie. To są zasa­dy wystę­po­wa­nia.

Powszechnym błę­dem, któ­ry popeł­nia­ją ludzie jest kur­cze­nie się na sce­nie. Nie stań­my się zbyt uprzej­mi i ostroż­ni.

Bądźmy peł­ną pasji, zain­te­re­so­wa­ną i w peł­ni obec­ną wer­sją samych sie­bie.

Sztuka gra­nia to nie ćwi­cze­nie sztucz­ne­go zacho­wy­wa­nia się. To ucze­nie się jak stać się bar­dziej eks­pre­syw­nym i zasto­so­wa­nie tego w życiu na sce­nie i poza nią. Wszyscy mów­cy mogą sko­rzy­stać, jeśli dowie­dzą się cze­goś o teatrze.

Wiem poło­wę z tego, co wie na dany temat moja publicz­ność, a jed­nak nadal ich zadzi­wiam, zaska­ku­ję i zaba­wiam tym, w jaki spo­sób snu­ję swo­je histo­rie.
To spra­wia, że przej­ścia mię­dzy slaj­da­mi są nie­zwy­kle waż­ne. Muszę wie­dzieć, co poja­wi się w następ­nej kolej­no­ści i tak usta­lić to, co powiem przy bie­żą­cym slaj­dzie, by kolej­ny się opła­cił.
To, czy zro­bię to dobrze zale­ży od tego, jak wie­le ćwi­czę. Nie pamię­tam przejść pomię­dzy punk­ta­mi lub tego, jak jed­na histo­ria będzie się naj­le­piej łączyć z kolej­ną, dopó­ki nie powtó­rzę wszyst­kie­go i nie nauczę się, jak to zro­bić.

Najprostszym rodza­jem napię­cia, któ­re może­my wytwo­rzyć, a następ­nie uwol­nić jest pro­blem i roz­wią­za­nie.
Jeśli nasza prze­mo­wa zwie­ra kil­ka waż­nych dla publicz­no­ści pro­ble­mów, a my obie­ca­my uwol­nić napię­cie stwo­rzo­ne przez te pro­ble­my poprzez roz­wią­za­nie każ­de­go z nich, odnie­sie­my duży suk­ces.
Publiczność będzie nas śle­dzić przez każ­dą sekwen­cję napię­cia i roz­wią­za­nia.
Jeśli świet­nie sobie pora­dzi­my z pierw­szym roz­po­zna­nym pro­ble­mem i zapro­po­nu­je­my prak­tycz­ny lub inspi­ru­ją­cy spo­sób, by dać mu radę, publicz­ność zosta­nie z nami przez całą prze­mo­wę.

W trak­cie wystą­pie­nia może­my tak­że wyko­rzy­stać publicz­ność, by uzy­skać opi­nię na temat jego tem­pa.
Zapytajmy „Ilu z was uwa­ża, że mówię zbyt wol­no?”, a potem „Ilu z was uwa­ża, że mówię za szyb­ko?”.
Teraz mamy aktu­al­ne dane i może­my się odpo­wied­nio dopa­so­wać.

Najgłupszą rze­czą, któ­rą może zro­bić mów­ca, jest zapy­ta­nie publicz­no­ści „Czy są jakieś pyta­nia co do tego, co wła­śnie powie­dzia­łem?”
To brzmi jak groź­ba, jak­by­śmy wyzy­wa­li publicz­ność, by pod­wa­ży­ła nasz auto­ry­tet, cze­go nie podej­mie się więk­szość ludzi.
Zamiast tego, spraw­my, by pyta­nie było pozy­tyw­ne i inte­rak­tyw­ne. Na przy­kład „Czy jest coś, co chcie­li­by­ście, żebym wyja­śnił?”.

Pozwólmy publicz­no­ści pomóc nam w opo­wia­da­niu histo­rii lub pokaż­my im, co już wie­dzą:
„Czy ktoś tutaj wie, kto wyna­lazł ser­nik?”
Potem przy­znaj­my nagro­dy, przy­zwo­ite rze­czy, o któ­rych wie­my, że są popu­lar­ne wśród tłu­mów, na przy­kład egzem­plarz naszej książ­ki, albo kupon poda­run­ko­wy do Starbucks za 10$. Poziom uwa­gi publicz­no­ści z pew­no­ścią wzro­śnie.

Jeśli zna­my inte­re­su­ją­ce, wyzy­wa­ją­ce pro­ble­my zwią­za­ne z naszym tema­tem, prze­staw­my je publicz­no­ści. Wybierzmy na tyle małe pro­ble­my, by moż­na było je roz­wią­zać w cią­gu 30-60 sekund.

Nawet jeśli nikt nie odpo­wie na zada­ne pyta­nie, wię­cej ludzi będzie słu­chać ciszy, któ­ra zapad­nie w pomiesz­cze­niu, niż gdy mówi­li­śmy, zanim wszy­scy zamil­kli.

Nigdy nie nale­ży się oba­wiać wpro­wa­dze­nia zasad, któ­rych wie­my, że publicz­ność chcia­ła­by, byśmy prze­strze­ga­li.
Gdy mamy wąt­pli­wo­ści, popro­śmy ludzi o pod­nie­sie­nie rąk: „Czy powi­nie­nem kon­ty­nu­ować ten temat, czy przejść dalej?”. Jeśli zechcą, byśmy prze­szli dalej, powin­ni­śmy to zro­bić.
Gdy wpro­wa­dza­my popu­lar­ną zasa­dę, ponow­nie anga­żu­je­my ludzi, któ­rzy popie­ra­ją tę zasa­dę. Przywracamy swo­ją wła­dzę i zysku­je­my sza­cu­nek publicz­no­ści.

Nie wahaj­my się prze­rwać gadu­le, uci­szyć gościa roz­ma­wia­ją­ce­go przez tele­fon i prze­szko­dzić gru­pie odby­wa­ją­cej pry­wat­ną, lecz roz­pra­sza­ją­cą roz­mo­wę. Dopóki jeste­śmy uprzej­mi i bez­po­śred­ni, będzie­my boha­te­ra­mi.

Zawsze pla­nuj­my i ćwicz­my, by skoń­czyć wcze­śniej.

Duża lek­cja pły­ną­ca z bycia w tele­wi­zji jest pro­sta: zawsze wystę­pu­je­my.
Za każ­dym razem gdy otwie­ra­my usta i spo­dzie­wa­my się, że ktoś będzie słu­chał, zacho­wu­je­my się ina­czej, niż gdy­by­śmy byli sami.

Im więk­sza publicz­ność, tym powin­ni­śmy być więk­si. Głos powi­nien być gło­śniej­szy, gesty ręko­ma bar­dziej dra­ma­tycz­ne, a nasze tem­po bar­dziej entu­zja­stycz­ne.
W szcze­gól­no­ści powin­ni­śmy się tak zacho­wy­wać w tele­wi­zji. Ponieważ nasze wystą­pie­nie może poja­wić się na malut­kim tele­wi­zor­ku z salo­nie lub w oknie prze­glą­dar­ki na kom­pu­te­rze, powin­ni­śmy wyda­wać się duzi, by prze­być tę odle­głość.

Bez wzglę­du na to, za pośred­nic­twem jakie­go medium wystę­pu­je­my, spraw­my, by wystą­pie­nie wyda­wa­ło się prost­sze i mniej ofi­cjal­ne. To sztu­ka spra­wia­nia, by to, co nie­na­tu­ral­ne, wyda­wa­ło się natu­ral­ne.

Robienie cze­goś inte­re­su­ją­ce­go spra­wia, że będzie­my regu­lar­nie sły­szeć sprzecz­ne opi­nie.

Czasami opi­nia nie doty­czy nawet naszej pra­cy – jeste­śmy po pro­stu łatwym celem dla jadu, któ­ry gro­ma­dzi się w ludziach w cią­gu ich życia. Jesteśmy po pro­stu pierw­szą rze­czą, któ­rą ludzie mogą oce­nić, po tym, jak przez wie­le dni byli okrut­nie oce­nia­ni przez innych. Chcą się wyżyć i wyży­wa­ją się na nas.

W roz­mo­wie z wystę­pu­ją­cym, więk­szość ludzi mówi miłe, pro­ste i pozy­tyw­ne rze­czy. W wyni­ku tego tysią­ce złych mów­ców żyją wra­że­niem, że radzą sobie nie­źle.

Od więk­szo­ści nauczy­cie­li ocze­ku­je się bar­dzo nie­wie­le. Gdy ludzie słu­cha­ją wykła­du, więk­szość z nich jest dość zado­wo­lo­na, gdy są zale­d­wie zaba­wia­ni.

Wiarygodność nada­je gospo­darz. Jeśli gospo­darz powie „To jest eks­pert ds. X” ludzie w to uwie­rzą. Ludzie chęt­nie zakła­da­ją wia­ry­god­ność na pod­sta­wie tego, jak i przez kogo został przed­sta­wio­ny mów­ca.

Nasz wygląd, zacho­wa­nie, posta­wa i nasta­wie­nie mają zna­cze­nie. Każda publicz­ność ocze­ku­je pew­nych powierz­chow­nych ele­men­tów i jeśli je zre­ali­zu­je­my, resz­ta jest łatwiej­sza.

Im bar­dziej wyglą­dam, jak­by mi zale­ża­ło, tym bar­dziej praw­do­po­dob­ne jest, że publicz­no­ści tak­że będzie zale­żeć.

Oto tro­chę rze­czy­wi­stych opi­nii, któ­rych potrze­bu­ją mów­cy:
Jak wypa­dła moja pre­zen­ta­cja w porów­na­niu z inny­mi?
Jaka jed­na zmia­na naj­bar­dziej ulep­szy­ła­by moją pre­zen­ta­cję?
Na jakie pyta­nia ocze­ki­wa­li­ście, że odpo­wiem, a pozo­sta­ły bez odpo­wie­dzi?
Jakie iry­tu­ją­ce rze­czy prze­szko­dzi­ły mi w przed­sta­wie­niu wam tego, cze­go potrze­bo­wa­li­ście?

Lepsze pyta­nia do zada­nia przy­by­łym to:
Czy dobrze wyko­rzy­sta­łem wasz czas?
Czy pole­ci­li­by­ście ten wykład innym?
Czy w wyni­ku tej mowy roz­wa­ża­cie zro­bie­nie cze­goś ina­czej?
Czy wie­cie, co robić dalej, by kon­ty­nu­ować naukę?
Czy byli­ście zain­spi­ro­wa­ni lub zmo­ty­wo­wa­ni?
Jak sym­pa­tycz­ny wyda­wał się wam mów­ca?
Jak kon­kret­ne były według was mate­ria­ły mówią­ce­go?

Zadajmy pyta­nia stu­den­tom tydzień lub mie­siąc póź­niej (by zoba­czyć, co fak­tycz­nie zosta­ło w ich gło­wach).

Wykorzystajmy tech­no­lo­gię, by pomo­gła nam poka­zać, co fak­tycz­nie zro­bi­li­śmy.
Jeśli za bar­dzo boimy się oglą­da­nia samych sie­bie w trak­cie prze­mó­wie­nia, jak może­my ocze­ki­wać, że będzie nas oglą­dać publicz­ność?
Nie pro­śmy ludzi, by słu­cha­li cze­goś, cze­go sami nie słu­cha­li­śmy. Po pro­stu to zrób­my.

Jeśli nie podo­ba nam się to, co widzi­my, skróć­my to. Weźmy 30 sekun­do­wy – krót­ki, mate­riał dłu­go­ści rekla­my i ćwicz­my, dopó­ki nie wyj­dzie nam dobrze. Następnie dodaj­my wię­cej.

Uczniowie zawsze ryzy­ku­ją wię­cej niż ich nauczy­cie­le, co poma­ga wyja­śnić prze­stęp­cze zacho­wa­nia nie­któ­rych uczniów. Boją się oblać lub być skry­ty­ko­wa­nym i zawsty­dzo­nym przed całą kla­są, więc pierw­si odrzu­ca­ją nauczy­cie­la.

Czy kie­dy­kol­wiek zasta­na­wia­li­ście się, dla­cze­go tak wie­lu nauczy­cie­li w szko­łach wyda­je się tak zmę­czo­nych, tak wypa­lo­nych? Nie zaczy­na­li w ten spo­sób. Uczenie cze­go­kol­wiek rok po roku, obser­wo­wa­nie jak wie­lu uczniów ma pro­ble­my z opa­no­wa­niem lek­cji poże­ra duszę i nie ma moż­li­wo­ści, by nie ode­bra­ło nam miło­ści, któ­ra na począt­ku popchnę­ła nas do naucza­nia.

Nauczanie, gdy dzia­ła jak powin­no, jest jed­nym z naj­bar­dziej satys­fak­cjo­nu­ją­cych doświad­czeń. Zobaczenie, że idea, któ­rą wyja­śni­li­śmy, zosta­je przez kogoś zro­zu­mia­na i sku­tecz­nie zasto­so­wa­na jest inna niż wszyst­kie życio­we przy­jem­no­ści.

Jeśli weź­mie­my dwóch odda­nych, w mia­rę inte­li­gent­nych ludzi: jed­ne­go zain­te­re­so­wa­ne­go naucza­niem, dru­gie­go chcą­ce­go się uczyć, może wyda­rzyć się coś wspa­nia­łe­go. Pomyślmy o mistrzu i cze­lad­ni­ku, men­to­rze i pro­te­go­wa­nym. W nauce wygry­wa­ją małe licz­by.

Sukces nauki jeden na jed­ne­go został już udo­wod­nio­ny w histo­rii, wie­le tak zwa­nych wyjąt­ko­wych talen­tów było uczo­nych przez rodzi­ca lub przy­ja­cie­la rodzi­ny (Einstein, Picasso i Mozart, wszy­scy są w tej gru­pie). Tak, mie­li zdu­mie­wa­ją­cy talent, ale byli też ucze­ni pry­wat­nie przez ludzi, któ­rzy inwe­sto­wa­li w ich naukę.

Nauczanie jest intym­no­ścią umy­słu i nie da się jej osią­gnąć, jeśli musi­my pra­co­wać w dużych gru­pach.

Trzy rze­czy, któ­re zro­bił mój brat, a któ­re powi­nien zro­bić każ­dy i nie jest zasko­cze­niem fakt, że łatwiej je zre­ali­zo­wać w mniej­szej gru­pie uczniów:
Sprawmy, by zaję­cia były aktyw­ne i inte­re­su­ją­ce.
Zacznijmy od ana­li­zo­wa­nia tego, co inte­re­su­je uczniów.
Dopasujmy się do tego, jak ucznio­wie reagu­ją na nr 1 i 2.

Słyszę i zapo­mi­nam. Widzę i pamię­tam. Robię i rozu­miem.”

O ile wykła­da­nie jest trud­ne, o tyle danie publicz­no­ści zaję­cia jest dużo trud­niej­sze.

Nauczyciel musi zejść z dro­gi; zamiast być gwiaz­dą, uła­twia uczniom zdo­by­cie doświad­cze­nia. Nauczyciel może osią­gnąć to dzię­ki ćwi­cze­niom, grom i wyzwa­niom, w któ­rych odgry­wa raczej wspo­ma­ga­ją­cą niż pierw­szo­pla­no­wą rolę.

Jeśli chce­my nauczyć kogoś umie­jęt­no­ści zwią­za­nej z zacho­wa­niem, na pew­nym eta­pie uczeń powi­nien ją prze­ćwi­czyć.

To wyja­śnia, dla­cze­go wie­lu wykła­dow­ców i guru, będą­cych fan­ta­stycz­ny­mi mów­ca­mi, jest jakimś cudem okrop­ny­mi nauczy­cie­la­mi. Gdy ich „ucznio­wie” wycho­dzą z wykła­du, nie wie­dzą jak wyko­rzy­stać cokol­wiek z tego, co usły­sze­li. Biorąc pod uwa­gę geniusz wykła­dow­cy zakła­da­ją, że to oni sta­no­wią pro­blem i pod­da­ją się.

Stwórzmy dla swo­ich uczniów ćwi­cze­nia, by mogli pod­szko­lić kon­kret­ne umie­jęt­no­ści, a potem podziel­my ich na małe gru­py tak, by mogli współ­pra­co­wać i zasto­so­wać pomy­sły wyja­śnio­ne na wykła­dach.

Ludzie nigdy nie zasy­pia­ją, jeśli są cen­trum dane­go doświad­cze­nia.

Poinformujmy wszyst­kich, że mogą zapy­tać „Kogo to w ogó­le obcho­dzi?” w każ­dej chwi­li, a my zro­bi­my wszyst­ko, by wytłu­ma­czyć w jaki spo­sób jaka­kol­wiek nie­ja­sna rzecz, o któ­rej mówi­my łączy się z tym, dla­cze­go się tu znaj­du­ją.

Skupianie się na fak­tach i wie­dzy uła­twia nauczy­cie­lo­wi utrzy­ma­nie kon­tro­li i pozo­sta­nie w cen­trum wyda­rzeń. W rze­czy­wi­sto­ści, umie­jęt­ność zro­bie­nia tyl­ko jed­nej rze­czy ma ogra­ni­czo­ny zwią­zek z ilo­ścią posia­da­nej przez nas wie­dzy.

Pamiętajmy o naszej cięż­ko zdo­by­tej wie­dzy, ale jed­no­cze­śnie pamię­taj­my, jak to było, gdy byli­śmy kom­plet­ny­mi nowi­cju­sza­mi.

Zapytajmy sie­bie w róż­nych momen­tach pre­zen­ta­cji:
Czy zna­ją już ten fakt lub lek­cję?
Czy muszę im wyja­śnić ten punkt w inny spo­sób?
Czy są prze­sy­ce­ni infor­ma­cja­mi i potrze­bu­ją prze­rwy albo chwi­li śmie­chu?
Czy są zbyt cwa­ni i potrze­bu­ją wyzwa­nia?

Niemożliwe jest ucze­nie kogoś dobrze, bez ucze­nia się cze­goś po dro­dze.
Dobrzy nauczy­cie­le słu­cha­ją rów­nie wie­le, co mówią, impro­wi­zu­jąc w swo­ich mate­ria­łach na pod­sta­wie tego, co sły­szą i bada­jąc, czy mia­ło to pozy­tyw­ne skut­ki.

Chociaż uwiel­biam roz­ma­wiać z inte­re­su­ją­cy­mi, przy­ja­zny­mi ludź­mi, jestem ogrom­nie szczę­śli­wy, gdy jestem sam.
Ludzie, któ­rzy w trak­cie pra­cy są w cen­trum uwa­gi – jak komi­cy, nauczy­cie­le i wykła­dow­cy – są poza sce­ną bar­dziej cisi niż więk­szość ludzi. Spalają wie­le swo­jej ener­gii spo­łecz­nej w trak­cie pra­cy.
Jeśli macie inte­re­su­ją­cą opi­nię, czę­sto się śmie­je­cie i przy­nie­sie­cie butel­kę faj­ne­go wina, z wiel­ką chę­cią z wami poroz­ma­wiam. Jednak bio­rąc wszyst­ko pod uwa­gę, jestem ogrom­nie szczę­śli­wy, mając dobrą książ­kę i ład­ny widok.

Studiowałem teatr impro­wi­zo­wa­ny. Nauczyłem się tam jak patrzeć i jak słu­chać. Humor i intu­icja wyni­ka­ją z poświę­ca­nia uwa­gi, a nie ze spe­cjal­nych talen­tów.

Najłatwiejszym spo­so­bem, by być inte­re­su­ją­cym jest być szcze­rym. Ludzie rzad­ko mówią to, co napraw­dę czu­ją, jed­nak tego naj­bar­dziej pra­gnie publicz­ność. Jeśli potra­fi­my powie­dzieć praw­dę, któ­rą więk­szość ludzi oba­wia się powie­dzieć, jeste­śmy boha­te­ra­mi.

Koszule to naj­lep­sze, naj­bar­dziej god­ne zaufa­nia miej­sce na przy­pię­cie mikro­fo­nu.

Dobrze trak­tuj­my kame­rzy­stów. Mogą zro­bić wie­le rze­czy, by spra­wić, żeby­śmy wyglą­da­li, albo brzmie­li głu­pio. Spytajmy ich o rady.

Wykorzystajmy emfa­zę, by każ­dy z punk­tów był tak jasny, jak to moż­li­we. Możemy posłu­chać jakie­goś wiel­kie­go mów­cy i roz­bi­jać każ­de wypo­wia­da­ne przez nie­go zda­nie po to, by zoba­czyć, w któ­rych miej­scach kła­dzie nacisk. Będzie wyko­rzy­sty­wał róż­ne­go rodza­ju akcen­to­wa­nia, jak na przy­kład powta­rza­nie słów, pau­zy, gesty ręko­ma, a nawet mówie­nie szep­tem.

Większość ludzi mówi „yyy” lub „eee” w trak­cie prze­ma­wia­nia. Nazywa się je dźwię­ka­mi wypeł­nia­ją­cy­mi.
Wykonujemy je głów­nie dla­te­go, by nadal uczest­ni­czyć w kon­wer­sa­cji. Dajemy znać ludziom, z któ­ry­mi roz­ma­wia­my, że jesz­cze nie skoń­czy­li­śmy mówić.
Gdy jeste­śmy w trak­cie pre­zen­ta­cji to nie jest koniecz­ne, ponie­waż tyl­ko my trzy­ma­my mikro­fon.

Mówienie „yyy” jest złe. Nic nie zabi­ja naszej wła­dzy nad pomiesz­cze­niem tak, jak brak ciszy.

Cisza usta­la pod­sta­wo­wą war­tość ener­gii w pomiesz­cze­niu. Czasami, gdy w pomiesz­cze­niu panu­je cisza, ludzie zwra­ca­ją wię­cej uwa­gi niż wte­dy, gdy mówi­my.

Posłuchajmy komi­ków spe­cja­li­zu­ją­cych się w stand-upie: oko­ło 20-30% cza­su przy mikro­fo­nie spę­dza­ją w ciszy, czę­sto tyl­ko po to, by dać publicz­no­ści się pośmiać i cie­szyć się tym, co wła­śnie powie­dzie­li albo by stwo­rzyć prze­rwę, by póź­niej zacząć kolej­ną rzecz, któ­rą chcą powie­dzieć.

Cisza zapew­nia czas na sku­pie­nie się i prze­my­śle­nia. Odpowiednie wyczu­cie w cza­sie wyma­ga umie­jęt­no­ści aktor­skich. Cisza przy­da­je się po pyta­niach reto­rycz­nych albo po tym jak przed­sta­wi­my pro­blem.

Gdy sta­je­my z przo­du sali, musi­my upew­nić się, że nie zacho­wu­je­my się je ktoś, kto nigdy tego nie robił.

Żadna publicz­ność nie chce czuć, że prze­pro­wa­dza­my na nich pró­bę na sucho, chy­ba że w jakiś spo­sób nasze eks­pe­ry­men­ty spra­wia­ją im fraj­dę (co jest jed­nak mało praw­do­po­dob­ne).

Jeśli tem­po pre­zen­ta­cji jest nie­ja­sne, albo nie jeste­śmy pew­ni w jakim kie­run­ku zmie­rza­my, jeste­śmy żół­wiem na haju.

Wejdźmy w rytm, za któ­rym publicz­ność nadą­ży.
Miejmy dobrze okre­ślo­ne, pro­ste, jed­no­li­te tem­po.
Podzielmy czas na tyle punk­tów, ile chce­my omó­wić i poświęć­my rów­ną ilość cza­su na każ­dy z nich.
Możemy też dalej podzie­lić każ­dy punkt na poje­dyn­cze argu­men­ty, któ­re rów­nież powin­ny mieć jasny, pro­sty rytm, za któ­rym moż­na nadą­żyć.

Małe gesty, któ­re powta­rza­my, mogą roz­pra­szać. Jeśli będzie­my cią­gle pocie­rać nos, albo wkła­dać ręce do kie­sze­ni i wycią­gać je z nich, w koń­cu odcią­gnie to uwa­gę od tego, co mówi­my.

Wszyscy mamy ulu­bio­ne zwro­ty, któ­rych uży­wa­my zbyt czę­sto, jak na przy­kład „Tutaj cho­dzi o”, „A teraz…” albo „A tutaj mamy” przy przed­sta­wia­niu każ­de­go nowe­go slaj­du. Zawsze ist­nie­je inny spo­sób, by powie­dzieć tę samą rzecz, ale naj­pierw musi­my zauwa­żyć, na któ­rych zwro­tach pole­ga­my czę­ściej.

Musimy wyda­wać się na tyle natu­ral­ni, by ludzie mogli sku­pić się na tym, co mówi­my i musi­my wyda­wać się zado­wo­le­ni, że tam jeste­śmy.

Niewielu ludzi mówi z pasją. Ludzie myślą, że są peł­ni pasji, ale dla publicz­no­ści wyglą­da to zale­d­wie śred­nio wcią­ga­ją­co.

Co 10 minut ponow­nie przy­cią­gaj­my uwa­gę publicz­no­ści, by usta­lić po pro­stu, kto wciąż jest z nami.

Czasem mówię: „Sprawa wyglą­da tak. Chciałbym, żeby­ście poświę­ci­li mi pięć minut nie­po­dziel­nej uwa­gi. Jeśli po pię­ciu minu­tach będzie­cie znu­dze­ni, będzie­cie uwa­żać mnie za idio­tę, albo będzie­cie mieć więk­szą ocho­tę na prze­glą­da­nie Sieci niż na słu­cha­nie, może­cie to zro­bić. Nie będę mieć nic prze­ciw­ko, jeśli fak­tycz­nie wsta­nie­cie i wyj­dzie­cie po pię­ciu minu­tach. Jednak przez pierw­sze 300 sekund, pro­szę poświęć­cie mi nie­po­dziel­ną uwa­gę.”

Większość ludzi zamy­ka lap­to­py.

Pamiętajmy o tym, nie­któ­rzy ludzie robią na lap­to­pach notat­ki. Mogą na żywo pisać na blo­gu lub Twitterze o tym, co mówi­my, bar­dzo roz­sze­rza­jąc naszą publicz­ność poza pomiesz­cze­nie. Otwarty lap­top nie zawsze ozna­cza, że jeste­śmy igno­ro­wa­ni.

Gospodarz jest naszym prze­wod­ni­kiem. Powinien powie­dzieć nam, czy jest coś, o czym powin­ni­śmy wie­dzieć, jak na przy­kład nie­daw­ne zwol­nie­nia albo inne złe wia­do­mo­ści, o któ­rych mogą myśleć ludzie. Jeśli wpa­da­my w para­no­ję, może­my zapy­tać „Czy jest coś, co wyda­rzy­ło się nie­daw­no, a o czym powi­nie­nem wie­dzieć?”.

Poznaj swoją
następną
ulubioną
książkę.
Mądrego zawsze miło posłuchać
Guy Kawasaki
Prekursor ewangeli kultu
produktów Apple. Dzisiaj CEO
G.T.Ventures
Czego uczą nas marki, którym ufamy?
My, zadajemy sobie to pytanie każdego dnia.
W tym miejscu chcielibyśmy dzielić się z Tobą efektami naszych poszukiwań.

Rywalizacja
Kiedy dzie­li­my to samo śro­do­wi­sko, będzie­my dążyć do zdo­by­cia rze­czy, któ­ry­mi nie moż­na się podzie­lić.
Jak ludzie mogą kon­ku­ro­wać, by zyskać uwa­gę, lub zaso­by w Twoim sys­te­mie?

Konkurencja bywa łatwo nad­uży­wa­na, jed­nak pozo­sta­je wspa­nia­łym mecha­ni­zmem do zapew­nie­nia bodź­ców do samo­do­sko­na­le­nia. W zależ­no­ści od naszych celów, kon­ku­ren­cja może mieć miej­sce wśród poje­dyn­czych osób lub grup.
Jestem zainteresowany!
Do: studio@owocni.pl
Od:
Twoja wiadomość
Witam, nazywam się , chętnie nawiąże kontakt z Owocnymi w sprawie współpracy nad nowym projektem. Poproszę o kontakt i wstępną ofertę. Mój numer telefonu to:
[Dostosuj tę wiadomość]
  • Częste pytania
    Ważne pytania i odpowiedzi
    1A co jeśli wasz projekt po
    prostu mi się nie spodoba?
    odpowiedź
    2Jak obsługujecie małe
    i początkujące firmy?
    odpowiedź
    3Jak wygląda
    współpraca na odległość?
    odpowiedź
    4Jaką gwarancję
    jakości otrzymam?
    odpowiedź
    5Ile wynosi minimalny
    budżet projektu?
    odpowiedź
    6Jak rozpocząć współpracę?
    odpowiedź
    Zapytaj o swój projekt
  • Broszura
    Jestem zainteresowany!
    Broszura
    firmowa.
    Jest darmowa!Niezbędna na zebraniu
    lub spotkaniu biznesowym.
    Pobierz broszurę - kliknij

Opublikuj treść u siebie

Chcesz zamieścić tą treść na swoim
blogu, za darmo? Nic prostszego!

Wystarczy, że wstawisz link zwrotny.
Zobacz jak publikować nasze treści.

  • Pisz dla nas
    Pisz dla nas, ekspercie

    Szanowny ekspercie.
    Podziel się wiedzą i odbierz zapłatę.

    Za dobrą treść, płacimy dobre pieniądze.
    Sprawdź to - kliknij tutaj.

  • Wesprzyj nas
    IMarketing

    Podoba Ci się to co robimy?
    - Udziel nam wsparcia, to łatwe - sprawdź tu.

Kliknij lubię to na
Otrzymaj ofertę